Biohacking

Transfuzja krwi – doping fizjologiczny stosowany w sportach wytrzymałościowych. Czy rzeczywiście warto ryzykować?

Sportowcy coraz częściej sięgają po doping polegający na transfuzji krwi. To metoda nie tylko efektowna, ale i trudna do wykrycia. Jej konsekwencje już jednak nie są takie pozytywne.

Zasadniczym celem dopingu jest tymczasowe poprawienie zdolności zawodnika. Taką „zdolnością”, którą wielu chciałoby poprawić przed turniejem, jest często wytrzymałość. Jest to szczególnie istotne w tak zwanych dyscyplinach wytrzymałościowych, jak pływanie, kolarstwo czy biegi. 

Stosowanie wspomagaczy jest oczywiście zakazane i uznawane za oszustwo. Organizatorzy, aby mieć pewność, że sportowcy nie wezmą dopingu, prowadzą przedturniejowe badania. Ostatnimi czasy pojawiła się jednak metoda wspomagania, którą normalne testy nie są w stanie tak prosto wykryć. 

Na czym polega doping transfuzji krwi? 

To relatywnie jedna z bardziej zaawansowanych rodzajów dopingu. Nie polega na zażywaniu żadnych substancji, jest trudna do wykrycia i daje rzeczywiste rezultaty. W teorii wszystko brzmi świetnie. Od strony praktycznej natomiast wszystko bazuje na medycynie. Ogólnie chodzi o zwiększenie liczby erytrocytów we krwi, które zwiększają liczbę krwinek czerwonych, odpowiedzialnych za transport tlenu. Dotleniony organizm i mięśnie, to z kolei większa wydajność. 

Dwie główne metody transfuzji:

  1. Od dawcy – polega na pobraniu krwi od innej osoby, żelazną zasadą musi tu być jednak zgodność grupy krwi między dawcą a odbiorcą. 
  2. Autotransfuzja – odbiorcą jest sam dawca. W ten sposób unika się ryzyka powikłań i wszelkich innych niepożądanych reakcji organizmu. 

To właśnie ta druga metoda jest najczęściej używana przez sportowców. 

Problem dopingu fizjologicznego

Krew po pobraniu trzeba przechowywać w odpowiednio niskiej temperaturze w specjalnych torebkach. Występują również problemy w transporcie takiego „surowca” dopingowego, jak wytłumaczyć (i w ogóle ukryć) posiadanie torebeczki krwi w chłodnym pojemniku, będąc sportowcem jadącym na zawody? Słynna jest tu historia zawodników z igrzysk w Pjongczangu, którzy zaaplikowali sobie aż litr krwi (wcześniej pobranej), ryzykując tym samym zakrzepicę krwi (w efekcie mogło dojść do zatoru tętnicy i zgonu), ponieważ nie mieli bezpiecznego sposobu na przewiezienie torebeczek. Po wylądowaniu całą zawartość znów musieli z siebie wypompowywać.

„Sztuczna krew” będzie rozwiązaniem?

W 2019 roku podczas operacji „Aderlass” policja zabezpieczyła gabinet oraz garaż doktora Marka Schmidta. Okazało się, że Schmidt pracował nad nowym rodzajem dopingu, który byłby oparty na hemoglobinie w proszku. Hemoglobina uwalnia tlen w tkankach, co sprawia, że jest tak pożądana dla sportowców. Naturalnie jej poziom podnosimy poprzez treningi w górach, a potrzebne żelazo dostarczamy za pośrednictwem warzyw takich jak szpinak czy buraki. Inną metodą jest właśnie transfuzja. 

Od lat istnieją próby stworzenia bezpiecznego substytutu krwi, który dawałby efekty i nie narażałby zdrowia. Powodem poszukiwań takiego rodzaju dopingu nie są tylko zawody sportowe, chodzi tu między innymi o rozwój medycy i leczenie chorych, a także działania militarne. To właśnie dzięki dopingowi (opartym na metaamfetaminie i kokainie) nazistowska taktyka blitzkriegu (wojny błyskawicznej) była w ogóle możliwa. Wojska hitlerowskie były w stanie dzięki dopingowi niezmordowanie walczyć w dzień i w nocy, nawet pomimo wielogodzinnych starć. 

Doktor Schmidt był więc jednym z tych, którzy chcieli zasłynąć jako wynalazcy tego wymarzonego substytutu. To nie jedyna próba; w 2019 roku francuska korporacja Hemarina zapowiedziała wypuszczenie sproszkowanej hemoglobiny powstałej z… robaka morskiego. Robak ten to piaskówka występująca na wybrzeżach Bałtyku i Morza Północnego, która potrafi wstrzymać oddech nawet na sześć godzin! 

Oparta na niej hemoglobina, jak zapowiadała firma, byłaby w stanie przenieść kilkadziesiąt razy więcej tlenu niż hemoglobina człowieka. Efektów jednak nadal nie widać, a szkoda, bo na „sztuczną krew” czekają nie tylko sportowcy oszuści, ale i ludzie cierpiący na ciężkie choroby. Ci pierwsi nie mieliby się z czego cieszyć, bo francuska korporacja oficjalnie oświadczyła, że jest w stałym kontakcie z agencją antydopingową. 

Ryzyko korzystania z dopingu

Weryfikacja hemoglobiny jest możliwa i relatywnie prosta. Sposoby na sprawdzenie, czy pośród biegaczy lub pływaków nie występują oszuści – istnieją i będą ulepszane wraz z najnowszymi osiągnięciami medycyny. 

Zgodnie ze Światowym Kodeksem Antydopingowym: za handel lub próbę handlu, stosowanie, czy samo posiadanie substancji dopingowych grozi „okres dyskwalifikacji wynoszący od minimum czterech lat aż do dyskwalifikacji dożywotniej, w zależności od wagi przewinienia”.

Zdj. główne: stux/pixabay.com

Robert Grześkowiak
Copywriter, pasjonat nowinek ze świata sportu i kultury. W wolnym czasie naśladuje Tony’ego Hawka, Aleksandra Doba i Ryszarda Kapuścińskiego.
    Aplikacja Viaplay – jak działa apka, w której obejrzysz na żywo mecze Premier League, Bundesligi oraz wyścigi F1?
    Poprzedni artykuł
    Exercise as entertainment – o światowym fenomenie aplikacji fitness
    Następny artykuł

    Może Ci się spodobać

    Komentarze

    Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Więcej w Biohacking